Przejdź do głównej zawartości

WARNING!

 


 

Zanim przejdziesz dalej, Drogi Czytelniku lub Droga Czytelniczko, musisz wiedzieć, na co się piszesz, a więc: kim jest autor i co to za strona.


Co do osoby autora… NIE jestem księdzem, osobą konsekrowaną, ewangelizatorem, guru ani coachem. Natomiast jestem: człowiekiem, mężczyzną, katolikiem, sługą Maryi, a także, przy okazji, doktorantem teologii.


Natomiast jeśli chodzi o miejsce, do którego właśnie trafiłeś/aś… NIE jest to blog ewangelizacyjno-fajnokatolicki, ani nie jest to zbiór wypowiedzi ex cathedra. Raczej jest to zapis osobistych dociekań autora i jego poszukiwań Prawdy, które mogą – choć nie muszą – być niepoprawne kościelnopolitycznie, a nawet razić czy szokować (szczególnie tych co bardziej postępowych tudzież mających serce po lewej stronie).


Z tej racji warto, drogi Czytelniku, droga Czytelniczko, żebyś się porządnie zastanowił(a), czy aby na pewno chcesz iść dalej. Masz dwie opcje: naciśniesz przycisk „wstecz” w przeglądarce i zapomnisz, że taki blog istnieje, albo…


połkniesz czerwoną tabletkę…

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

  Właściwie to nawet żal mi tych, którzy żyją kultem ciała, materii i przyjemności. No bo pomyślmy tylko: całe życie uganiają się za przyjemnościami (głównie zmysłowymi i/lub emocjonalnymi), które i tak nigdy nie zdołają zaspokoić ich prawdziwego głodu ani ugasić pragnienia szczęścia. Całe życie też pielęgnują swoje ciała, nierzadko za pomocą drakońskich diet, rygorystycznych treningów i innych poświęceń, a ono za mgnienie oka i tak zmieni się w karmę dla robaków i innych destruentów, podczas gdy ich dusze pozostają całkowicie zaniedbane i atroficzne. Zbierają nieraz ogromne fortuny, idąc nawet po trupach do kariery, a i tak potem muszą to zostawić za sobą, przy czym ich spadkobiercy potrafią w ogóle nie uszanować tego, co od nich otrzymali. Za maskami radości z życia skrywają nieraz głębokie rany, depresję, lęk i tym podobne problemy, od których usiłują bezskutecznie uciec, czasami na tyle skutecznie, że sami nie są ich świadomi. Jak Samarytanka szukają zaspokoje...
      Paradoks wolności. Chcemy jej, absolutyzujemy ją nawet, a jednocześnie się jej boimy, a nawet negujemy jej istnienie. Z jednej strony wolność absolutna i niepodlegająca nikomu i niczemu stała się jednym z naszych współczesnych bożków. W imię wolności i jej obrony przeprowadza się rewolucje, ścina się głowy, wymienia rządy i narzuca dzieciom w szkołach ideologie niemające podstaw w obiektywnej rzeczywistości. Człowiek ma być całkowicie wolny, zgodnie z hasłem założyciela Kościoła Szatana: „Będziesz czynić to, co chcesz”. A więc absolutna wolność woli, niezależnej od dyktatu rozumu i prawdy, a nawet niezależnej od dobra (mam tu na myśli nie to, co subiektywnie wydaje się komuś dobre, ale to, co jest takie rzeczywiście) i miłości. W ten sposób jedynym prawem staje się ostatecznie prawo pięści (również tej finansowej, medialnej lub prawnej), zdolnej bezwzględnie egzekwować wszystkie swoje (mniej lub bardziej chwilowe) zachcianki, które z kolei stają się jedynym pun...

Przeciw antyintelektualizmowi

      Teologia. Nauka. Wiedza. Rozum. Pojęcia dziś, z jakichś względów, odrzucane ze wstrętem. Jaśnie oświeceni eksperci od ewangelicznej prostoty i „zapachu (a najczęściej również milczenia) owiec” są tak przepełnieni antyintelektualistyczną pychą, że oskarżają o tę wadę każdego, kto wie więcej i/lub jest bardziej kompetentny niż oni sami. Nie ma w tym zresztą nic dziwnego. Z jednej strony katolicka teologia została już wiele dekad temu skażona światowymi nurtami filozoficznymi, które w miejsce wcześniejszej klarowności wprowadziły zamęt, a sama teologia z rozumnego wykładu Objawienia Publicznego została zmieniona w mętny ściek wszelkiego rodzaju osobistych widzimisię poszczególnych teologów (zazwyczaj niezasługujących na to miano). Z drugiej zaś strony modernistyczny aktywizm zawsze z wrodzoną wręcz niechęcią odnosił się do wszystkiego, co nie było działaniem, a więc praktyką; a nauka z definicji jest teorią, czyli (z gr. theoria ) pewnym oglądem rzecz...