Przejdź do głównej zawartości

Posty

      Paradoks wolności. Chcemy jej, absolutyzujemy ją nawet, a jednocześnie się jej boimy, a nawet negujemy jej istnienie. Z jednej strony wolność absolutna i niepodlegająca nikomu i niczemu stała się jednym z naszych współczesnych bożków. W imię wolności i jej obrony przeprowadza się rewolucje, ścina się głowy, wymienia rządy i narzuca dzieciom w szkołach ideologie niemające podstaw w obiektywnej rzeczywistości. Człowiek ma być całkowicie wolny, zgodnie z hasłem założyciela Kościoła Szatana: „Będziesz czynić to, co chcesz”. A więc absolutna wolność woli, niezależnej od dyktatu rozumu i prawdy, a nawet niezależnej od dobra (mam tu na myśli nie to, co subiektywnie wydaje się komuś dobre, ale to, co jest takie rzeczywiście) i miłości. W ten sposób jedynym prawem staje się ostatecznie prawo pięści (również tej finansowej, medialnej lub prawnej), zdolnej bezwzględnie egzekwować wszystkie swoje (mniej lub bardziej chwilowe) zachcianki, które z kolei stają się jedynym pun...

Emancypanci

      Niedawno dowiedziałem się, że pewne środowiska w Kościele polskim chcą wprowadzić instytucję tzw. „rzecznika praw świeckich”. Na pierwszy rzut oka brzmi fajnie, jednak w istocie ta tendencja ukazuje pewien bardzo niepokojący sposób myślenia o Kościele. Kościół nie jest państwem demokratycznym, organizacją pozarządową lub międzynarodową ani centrum usług duchowo-psychoterapeutycznych. Jego celem nie jest dobre samopoczucie wiernych. Kościół to Mistyczne Ciało Chrystusa, duchowy organizm, spajany i ożywiany przez Ducha Świętego, osią którego jest Prawda objawiona przez Boga. Szkieletem jest struktura hierarchiczna, ustanowiona przez samego Chrystusa i rozwijana przez wieki (szczególnie intensywnie przez te pierwsze) istnienia chrześcijaństwa. Kościół to też rodzina, której głową jest sam Bóg, reprezentowany przez hierarchów. Jeśli w rodzinie dzieci postanawiają wybrać spośród siebie rzecznika swoich praw wobec rodziców, to oznacza, że coś tu jest mocno nie ta...

Jezu cichy i pokornego Serca, uczyń serca nasze według Serca Twego...

      Jezu cichy i pokornego Serca, uczyń serca nasze według Serca Twego. Dziś wszędzie jest mnóstwo pychy, zwłaszcza w Kościele. Każdy chce go zmieniać, ulepszać według własnej wizji i wyobrażeń. Co więcej, dziś chcemy zmieniać nawet samych siebie, naszą naturę według własnego projektu, sądząc, że dopiero wtedy będziemy w pełni szczęśliwi. „Będziecie jak Bóg, znający dobro i zło…” Czy naprawdę chcemy, by nasze serca stały się ciche i pokorne? Aktywizm jest przecież taki wygodny. Próbujemy zbawiać siebie (ba, a nawet innych, co gorsza) zgodnie z własnym pomysłem, wszystko mieć pod kontrolą; co więcej, sukcesy duszpasterskie czy techniczne wprawiają nas w fałszywe poczucie, że jesteśmy „kimś” i że „coś” możemy i znaczymy… Co nam po modlitwie, łzach, o zapomnianym umartwieniu i ofiarach nie wspominając… Dziś chcemy być zdrowi, silni, piękni, mądrzy, wykształceni, kompetentni, poważani. Chcemy brać sprawy w swoje ręce i pisać przyszłą historię na nowo, no bo oczywiś...

Zawierzenie się Maryi – czym ono jest, jak to zrobić i dlaczego warto?

Zawierzenie się Maryi jest czymś bardzo pięknym i pomocnym, do tego dziś staje się Bogu dzięki coraz bardziej popularne, ale musimy wiedzieć dobrze czym ono jest, i czego tak naprawdę chcemy, by mogło ono przynieść odpowiednie skutki. Dlatego wytłumaczymy sobie tutaj, czym ono jest, dlaczego warto i jak je konkretnie realizować. Czym jest zawierzenie się Maryi? Etymologicznie możemy wyróżnić kilka różnych określeń na tego rodzaju akt; według niektórych słowa te określają zupełnie odrębne rzeczy, według mnie natomiast są to raczej różne aspekty lub stopnie tego samego aktu. Słowa te to: Zawierzenie : wiąże się ono z wiarą, zaufaniem, powierzeniem komuś czegoś cennego (tutaj: nas – Maryi), żeby ta osoba się o to troszczyła; wyraża to prawdę, że Maryja lepiej się o nas zatroszczy i nas zabezpieczy niż my sami. Oddanie : tzn. przekazanie komuś czegoś na własność, rezygnacja z praw właściciela do czegoś, obdarowanie kogoś czymś cennym; tutaj: ...

O rozeznawaniu powołania słów kilka

  Rozeznawanie powołania, jak i woli Bożej w ogóle, jest dla wielu osób w dzisiejszych czasach zaskakująco trudne. Ten stan rzeczy ma wiele przyczyn, wśród których z pewnością niemałe znaczenie posiada fakt, iż istnieje wiele możliwości, które wydają się być równie dobre, stąd po prostu trudno nam wybrać. Do tego można dodać również: przebodźcowanie, które nie sprzyja kontemplacyjnemu wsłuchaniu się w Boży głos i w pragnienia serca; silnie rozwinięty w naszej kulturze indywidualizm i tzw. „wyścig szczurów”, które sprawiają, że często zbyt po ludzku wartościujemy poszczególne drogi życiowe, oceniając je pod kątem osiągnięcia niezależności, samowystarczalności, czy też sukcesu rozumianego w kategoriach doczesnych; a także to, że trudno jest nam zrezygnować z własnych wyobrażeń nt. osobistego szczęścia na rzecz tajemniczego planu Boga, zwł. kiedy wzywa On nas do poświęcenia, służby lub cierpienia. Do tego można też dodać zamęt tożsamościowy i ideologiczny, głęboki kryzys życia ...

Ladies, you don’t need to dress naked to be beautiful

  Temat nieco kontrowersyjny, i ostatnio znów budzący wiele emocji. Jest to temat szczególnie delikatny i wrażliwy dla płci pięknej (choć w rzeczy samej jest on dość istotny dla każdego człowieka w ogóle). Chodzi mianowicie o kwestię ubioru. Jest późna wiosna, zaczyna więc robić się gorąco za oknem i na ekranie. Stało się to iskrą, która sprawiła, że rozgorzała żarliwa dyskusja wokół palącego pytania: Czy kobietom wolno się ubierać jak chcą? Jak ktoś kiedyś stwierdził: „Możesz się ubierać jak chcesz”. Z tym, że zaraz potem dodał: „Ale inni ludzie też mogą interpretować Twój wygląd jak chcą”. Warto się chwilę zastanowić nad tym zdaniem. Jak ludzie wokół mnie będą odbierać to, jak się ubieram? Jaki wpływ chcę na nich wywrzeć? Jak chcę, żeby odczytywali mnie, moją osobowość, tożsamość, wartości, jakimi się kieruję? Są to pytania, na które warto sobie odpowiedzieć, by ubierać się świadomie, by własny wygląd stawał się narzędziem, za pomocą którego możemy kształtować n...

Czy choroba jest krzyżem?

Od pewnego czasu pojawiają się w Kościele opinie i nauczania, oparte na dość prostej tezie: choroba nie jest krzyżem. Tylko, czy ta teza nie jest zbytnio uproszczona? Już na samym poziomie językowym można stwierdzić, że w zakres znaczeniowy symbolu, jakim w kulturze chrześcijańskiej stał się krzyż, zdecydowanie wchodzi choroba, tak jak i każde inne cierpienie. Spróbujmy więc sięgnąć pod powierzchnię symbolu i wydobyć inne pytanie, które stało się podstawą dla tamtego: Czy Bóg chce naszego cierpienia i śmierci? Wielu chrześcijan entuzjastycznie zakrzyknie, że absolutnie nie, co gorsza popierając swoją tezę uzasadnieniami opartymi na Biblii, a nawet doświadczeniu. Wobec niezbitego, empirycznie udowadnialnego i powtarzającego się wielokrotnie na dzień fenomenu, że ludzie, nawet osoby głęboko wierzące, często cierpią i umierają, cały gmach ich argumentacji wydaje się jednak blednąć; tym bardziej, iż trudno raczej posądzać osoby wytrwale, nierzadko latami, bez widocznych (ani tym bardz...